Blog
Hic sunt leones
Marek Magierowski
Marek Magierowski Publicysta tyg. „Do Rzeczy"
0 obserwujących 45 notek 298550 odsłon
Marek Magierowski, 20 marca 2014 r.

Skończą jak Breżniew, Andropow, Czernienko...


W konflikcie z Rosją Zachód po raz pierwszy przeszedł do ofensywy. Na razie bardzo nieśmiałej, jednak dającej nadzieję na to, iż bandyckie postępowanie Putina nie ujdzie mu zupełnie na sucho.
Niemcy ogłosili, iż wstrzymują budowę centrum treningowego dla rosyjskiej armii w Mulino. Brytyjczycy zawiesili swoje kontrakty zbrojeniowe. Francuzi zastanawiają się nad zerwaniem kontraktu na osławione Mistrale, choć widać wyraźnie, że wiją się z bólu (francuski minister obrony ogłosił dzisiaj, że ostateczna decyzja zostanie podjęta... w październiku).
Wygląda też na to, że skończyła się epoka G8 - Angela Merkel stwierdziła bez ogródek, że "Grupa G8 już nie istnieje". Sama deklaracja zapewne Putinem nie wstrząsnęła, ale fakt, iż padła akurat z ust szefowej niemieckiego rządu, musiała być dla niego rozczarowaniem. Jeśli bowiem Rosja "straci" Niemcy, straci też całą Unię. Wszystko zmierza już zresztą w tym kierunku: prezydent Francji François Hollande obwieścił, iż nie odbędzie się także zaplanowany na czerwiec szczyt UE-Rosja.
Niemniej najważniejsze decyzje zapadły w Waszyngtonie, gdzie Barack Obama zapowiedział poszerzenie listy osób objętych sankcjami wizowymi i finansowymi. Dotąd zarówno Ameryka, jak i Unia zajmowały się płotkami, teraz na czarną listę trafili najbliżsi współpracownicy i przyjaciele rosyjskiego prezydenta, łącznie z Jurijem Kowalczukiem, nazywanym "bankierem Putina". Sankcje dotkną też Bank Rossija, w którym Kowalczuk jest głównym udziałowcem i który obsługuje wiele osób z najbliższego otoczenia Kremla. Interesów z Bankiem Rossija nie będzie mogła prowadzić żadna amerykańska instytucja finansowa, żadne przedsiębiorstwo, ani nawet osoby prywatne. Oznacza to de facto, iż Bank Rossija może się już z USA powoli zwijać.
Czy Europa będzie równie stanowcza? Amerykanie, wciągając na swoją listę nie tylko polityków i biznesmenów, ale też bank, zawiesili poprzeczkę dość wysoko. Być może jednak doszło do cichego porozumienia: Ameryka będzie odgrywała rolę "złego", a Unia - "dobrego" policjanta, by zachować kanały dyplomatycznej komunikacji z Moskwą.
Rosjanie zrewanżowali się Obamie, ogłaszając własną listę amerykańskich polityków objętych sankcjami. I bodaj po raz pierwszy ponieśli przykrą PR-owską porażkę. Obama postanowił ukarać ludzi z wewnętrznego kręgu kremlowskiej kliki. Putin odpowiedział listą dziewięciu polityków - znaleźli się na niej m.in. spiker Izby Reprezentantów John Boehner i senator John McCain. Ten drugi, znany od lat ze stanowczego stanowisko wobec Rosji, napisał ironicznie na Twitterze: "No cóż, nie spędzę niestety majówki na Syberii, pożegnam się z udziałami w Gazpromie i już nie odzyskam pieniędzy z mojego tajnego konta w Moskwie".
Jeśli dotychczasowe sankcje Zachodu (a szczególnie Unii) można było określić jako niezadowalające, to sankcje Kremla wobec USA są czystą groteską. Żeby odpowiedzieć symetrycznie, Putin musiałby zakazać wjazdu do Rosji prezesom kilku amerykańskich banków i koncernów naftowych. Taki krok byłby jednak z jego strony samobójczy, bo Rosja potrzebuje amerykańskich pieniędzy zdecydowanie bardziej, niż Ameryka rosyjskich.
I to trzeba przez najbliższe kilka miesięcy dobitnie wtłaczać do głów towarzysza Putina i jego kamratów, by w końcu zrozumieli, że skończą tak jak Breżniew, Andropow i Czernienko, i niech się modlą, żeby skończyli tak jak Gorbaczow.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale